sobota, 13 stycznia 2018

W stronę raw food.

Kochani od dawna nie mogłem zmobilizować się aby zadbać o najzdrowsze, najbardziej pełnowartościowe pożywienie, czyli to nieobrobione termicznie, chemicznie czy w dowolnie inny sposób. Zaczęcie czegokolwiek ma często symptom, który obrazuje się pytaniem: "co jest najtrudniejsze w jodze?" Wiadomo najtrudniejsze jest rozłożenie maty, potem już idzie z górki.


Zaczęło się tak: wyszedłem z kafei, wszedłem do sklepu i tak mi cudownie wibrowała główka czerwonej kapusty, że ją zakupiłem w cenie 1,15 zł / kg. Potem przepisy na surówki w google i poszło. Będę na lamach tego bloga dzielił się przepisami, jeśli po sprawdzeniu na sobie, uznam że są tego warte.

I najważniejsze, to uczucie, kiedy kilka godzin po jedzeniu, czujesz w okolicy czakry ognia, około cztery palce poniżej pępka, tą czystą zdrową energię i życiodajną pranę rozchodzącą się z po całym ciele. Wiadomo, jesteś tym co jesz. Tego nie kupisz kartą visa, o to musisz zadbać.

Staram się by teraz przynajmniej połowę mojej diety, w sensie wagi stanowił raw food. Efekt rewelacyjny i momentalny spadek wagi. Oczywiście ograniczyłem cukry poza tymi naturalnymi w owocach i warzywach, a także wykluczyłem wyroby z mąką i pozostałe drobne niegodziwości i świństewka.

Nowa dietka okazała się dosyć prosta w przygotowaniu, tania i smaczna. Poniżej linki, w których podaję receptury moich pierwszych doświadczeń.    



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz